Mikroblogi w kontekście SEO

Powiedzieć, że mikroblogi są nową modą byłoby rzeczą zupełnie oczywistą, aczkolwiek w naturze ludzkiej nie leży otwarte przyznawanie się do podążania za modą :). Jak patrzeć na Twittera i twittero-podobne twory z perspektywy webmastera? Jakie inne, prócz niszczenia normalnego linkowania, charakteryzują je właściwości?

Kilka lat temu, przed nastaniem ery Twittera, dobrze napisany artykuł czy post na blogu, miał szansę wywołać reakcję w postaci publikacji na podobny temat w innych serwisach. Trafiając na coś interesującego bądź intrygującego, ludzie zadawali sobie trud napisania przynajmniej dwóch sensownych akapitów tekstu. Bardzo często – oprócz odniesienia do oryginalnego źródła – dodawali również kilka zdań od siebie. Dla świadomych webmasterów, walczących o dobry ranking, były to (i nadal są) bezcenne, organiczne linki.

Dziś dobry artykuł cieszy się o wiele szczuplejszą ilością linków przychodzących wynikających z jego jakości. Uwaga ludzi odwróciła się od tworzenia własnego bloga na rzecz 140-znakowych tweetów. Te co prawda roją się od linków, z tym, że występują tam bardzo poważne ale:

  • hałas w postaci przytłaczającej liczby tweetów od śledzonych osób
  • serwisy skracające linki z koszmarnie wykonanymi przekierowaniami
  • nofollow wszędzie, gdzie tylko się da

Przyjrzyjmy się bliżej każdemu z tych aspektów.

Mikroblogi i noise ratio

Śledząc już kilkanaście bardzo aktywnych osób można mieć trudność w czytaniu wiadomości. Większość ludzi śledzi jednak o wiele więcej osób. Ja sam obserwuję na Twitterze 75 kont. Chociaż większość z nich nie jest szczególnie aktywna to i tak nie czytam wszystkich update’ów.

Szansa na to, że zauważę konkretny status z linkiem do jakiegoś ciekawego artykułu jest stosunkowo nieduża. Z drugiej strony jeśli 20 osób opublikuje ten sam link w swoich tweetach, to przestaje on być informacją, a staje się hałasem. Korzystając z Twittera czy Blipa – nie miałeś czasem dość ciągle wyskakujących nowych wiadomości z treścią o, dziś nowe doodle logo na #google!, albo gmail znów padł? Na Blipie jako tako da się to przetrzymać czasowo blokując dany tag :).

W przypadku blogów sprawa ma się zupełnie inaczej. Potrzeba czegoś o wiele więcej niż inne logo na stronie głównej Google, żeby 10 Twoich ulubionych blogów napisało o tym równocześnie. Wpis na blogu ma o wiele wyższy próg wejścia niż tweet. Oprócz tego bloger zazwyczaj dba o swoje dobre imię, więc nie bawi się w copy-cata, przepisującego z innych serwisów.

Wracając do mikroblogów, ludzie obyci z technologią i oprogramowaniem komputerowym mogą stosować różnego rodzaju triki do filtrowania hałasu. Co jednak ma robić przeciętny użytkownik, dla którego cały softwarowy świat to przeglądarka na komputerze i jakiś app na komórce? Przecież to właśnie tacy użytkownicy mają być drugą falą na Twitterze i podobnych.

Korozja mikroblogowych linków

Limit 140 znaków daje w kość przy publikowaniu linków. Użytkownicy starają się więc korzystać z serwisów skracających linki do postaci ciągu kilkunastu znaków. To z kolei niesie ze sobą ryzyko. Muszę ufać osobie, która postuje link – nie widząc docelowej domeny, nie wiem gdzie on mnie zaprowadzi. Twitter już teraz ma pełno spamerskich kont, gdzie automaty co jakiś czas dodają sobie losowe osoby (w nadziei, że ci w rewanżu również będą ich obserwować) i publikują skrócone linki afiliacyjne. Taki cookie stuffing to jeszcze nic poważnego – co jeśli link będzie prowadził do jakiegoś złośliwego oprogramowania, wykorzystującego niezałataną jeszcze lukę w przeglądarce?

Zostawiając aspekt bezpieczeństwa – jako użytkownik nie mam żadnej gwarancji jak długo skrócony link będzie działał. Boleśnie przekonali się o tym korzystający z serwisu tr.im. Strona główna serwisu wita komunikatem, który informuje o zakończeniu działalności serwisu i śmierci linków:

tr.im is now in the process of discontinuing service, effective immediately.

Statistics can no longer be considered reliable, or reliably available going forward.
However, all tr.im links will continue to redirect, and will do so until at least December 31, 2009.
Your tweets with tr.im URLs in them will not be affected.

We regret that it came to this, but all of our efforts to avoid it failed.
No business we approached wanted to purchase tr.im for even a minor amount.

There is no way for us to monetize URL shortening — users won’t pay for it — and we just can’t
justify further development since Twitter has all but annointed bit.ly the market winner.
There is simply no point for us to continue operating tr.im, and pay for its upkeep.

We apologize for the disruption and inconvenience this may cause you.

Normalne linki umierają tylko wtedy, gdy umiera witryna, do której wiodą. Tymczasem w mikroblogowej społeczności Twoja witryna może umrzeć pomimo tego, że tak naprawdę ma się świetnie.

Gdzie jest mój soczek?

Oprócz stabilności, skrócone linki powinny także charakteryzować się trwałym przekierowaniem ruchu, czyli ze statusem 301. Danny Sullivan w swojej świetnej analizie shorterów zawarł tabelkę z porównaniem który serwis zwraca jaki kod. Brakuje w niej polskich akcentów:

  • Blip korzysta z rdir.pl, przekierowanie kończy się 302
  • Flaker każdy link zmienia na flaker.pl/frame/[cyferki], co dla niezarejestrowanego użytkownika (jakim jest przeciętny robot) kończy się przekierowaniem 302
  • Pinger przepuszcza linki przez r.pinger.pl, przekierowanie kończy się 302 (nawiasem mówiąc, dla requestu http://r.pinger.pl/robots.txt pinger zwraca 302 z przekierowaniem do http://robots.txt/ – lol 🙂
  • Spinacz, niedawno uruchomiony serwis grupy Fotka.pl, linki kieruje na spinacz.pl/frame/[numerek] – nie jest to jednak zwykły frame, a dokument html, który docelowy link pokazuje jako pływającą ramkę (iframe). Nad pływającą ramką znajduje się natomiast pasek nawigacyjny. Oprócz avatara użytkownika zawiera on także link usuń ramkę – ten link jest bezpośredni i nie zawiera tagu nofollow. Google indeksuje spinaczowe frame’y, więc te linki powinny przekazywać PR. Pytanie – ile czasu minie zanim żołnierze Matta interweniują =)?Ogólnie rzecz biorąc, żaden mikroblog nie da Ci link juice. A jeśli da, to możesz liczyć na to, że prędzej czy później przyjdzie Matt i zakręci kurek. Poprzez FUD ze strony Google, mikroblogi obsesyjnie stosują nofollow do absolutnie wszystkiego. Biorąc jednak pod uwagę fakt odsuwania się ludzi od blogów w stronę 140 znaków – wyszukiwarki będą musiały opracować coś, co pozwoli im wliczyć w algo również mikroblogi. Wtedy albo nofollow umrze zupełnie, albo pojawi się coś nowego.

Czy Ty też jesteś należącym do kogoś user generated contentem?

Kolejny problemem z platformami mikroblogowymi jest to, że publikując treści tamże, pracujesz za darmo dla kogoś innego. Dostajesz w zamian bardzo niewiele. Nie masz nawet prawa do pełnoprawnego linku z własnego profilu do Twojej witryny.

Twitter pozwala Ci zachować prawa autorskie:

We claim no intellectual property rights over the material you provide to the Twitter service. Your profile and materials uploaded remain yours. You can remove your profile at any time by deleting your account. This will also remove any text and images you have stored in the system.

Blip pozbawia Cię praw w zupełności:

§7
1.Użytkownik poprzez umieszczenie materiałów w Serwisie wyraża zgodę na wykorzystanie tych materiałów przez innych Użytkowników w zakresie ich osobistego użytku.

2. Użytkownik udziela Gadu-Gadu S.A. prawa do nieodpłatnego korzystania i rozpowszechniania, a w szczególności prawo do kopiowania, publikowania, dystrybucji, modyfikacji, przekładu oraz wykorzystania w inny sposób, na jakimkolwiek polu eksploatacji wszystkich materiałów dostarczanych do Serwisu – nawet po jego rezygnacji bądź usunięciu Użytkownika z Serwisu.

3. Użytkownik Serwisu uprawniony jest do korzystania z materiałów umieszczonych w Serwisie jedynie w zakresie własnego użytku osobistego. Wykorzystywanie tych materiałów w innym zakresie jest niedopuszczalne – chyba, że na podstawie odpowiedniego upoważnienia udzielonego przez uprawnioną osobę.

Kiedy masz własną witrynę wszystko należy do Ciebie. Na mikroblogu masz kupę kolorowych awatarów.

Komu jest na rękę mikroblogowy hype?

Na buzzie wokół Twittera i podobnych serwisów korzystają:

  1. Właściciele danego mikrobloga, jak tylko znajdą sposób na uzyskanie pieniędzy inny niż Venture Capital :o).
  2. Mainstreamowe media, bo za każdym razem kiedy celebrytka otworzy gdzieś konto to mają o czym pisać.
  3. Celebrytki, bo media o nich piszą =).
  4. Mainstreamowi marketerzy i autorzy ebooków, sprzedający hoaxowe poradniki jak to się robi pieniądze na social media.

Czy na mikroblogu można zarobić? Oczywiście, że tak! Polecam twitterowe case study, które to świetnie pokazuje. Jest tylko pewne ale. Witryna, której dotyczy case study, jest znakomicie wykonana i bogata w unikatowe treści. Jej właścicielka prowadzi marketing jak budowanie domu – od fundamentów, a nie od dachu. Twitter jest w najlepszym wypadku dachem. Zazwyczaj to najwyżej jedno okno.

Zadziwiające jest więc jak wielu ludzi daje się łapać na mikroblogowy hype, mając jednocześnie witryny-potworki. Elementarne błędy zniechęcają do pozostania na witrynie i przeszkadzają w konwersjach. Social media nie przyniosą Ci lojalnych klientów! Z mikroblogów dostaniesz co najwyżej casualowego odwiedzającego. Tą lojalność musisz zbudować sam, a żeby to zrobić – musisz mieć czym się pochwalić. Czy jesteś dumny ze swojej witryny?

Mikroblogi mają destrukcyjny wpływ na Twoją kreatywność. Gdy już podzielisz się linkiem w swoim profilu, zupełnie przechodzi Ci ochota na napisanie czegoś i opublikowanie na własnym blogu. W ten sposób tracisz możliwość pozyskania wiernych czytelników, którzy nie porzucą Twojej witryny na rzecz kolejnej mody. A ta przecież zmienia się cały czas.

Mikroblogi w kontekście SEO
Rating: 5 2
Print Friendly, PDF & Email