Social Search

Social search puka do drzwi co raz mocniej. W nadchodzącym czasie będzie to coś znacznie więcej niż klikanie w Google Searchwiki. Dlatego dziś spróbujemy odpowiedzieć na pytanie czym jest i dokąd zmierza social search? Po samej definicji w angielskojęzycznej Wikipedii widać jak nowy jest to termin – artykuł jest zaledwie stubem, w dodatku pełnym nieścisłości.

Definicja Social Search

Pojęcie search jest całkiem oczywiste – szukamy informacji. Social z kolei oznacza bądź pomoc w obszarach, w których algorytmy słabo sobie radzą, bądź zupełne zastąpienie algorytmów grupą ludzi. Siłą social search są właśnie ludzie, z których każdy dokłada po cegiełce od siebie. Wyobraźcie sobie człowieka jako jeden neuron – ludzkość staje się wtedy gigantycznym mózgiem.

Słabość algorytmów bazowanych na linkach została już niejednokrotnie obnażona. Jest wprost proporcjonalna do zapału, z jakim Google zmusza wszystkich do sobie wygodnych zachowań. Nic więc dziwnego, że zarówno Google jak i inne wyszukiwarki, szukają nowych sygnałów, którymi można zrekompensować niedomagania linkowych algo. Ostatnim krzykiem mody jest oczywiście Google Searchwiki.

Słabość słabością, lecz etykietka wyszukiwarka społecznościowa nie oznacza jeszcze sukcesu. Boleśnie przekonał się o tym twórca Wikipedii.

Google killer nie tak szybko

Wikia Search nie była pierwszym podejściem do social search, ale chyba jako jedyne z nich przykuło do siebie uwagę mainstreamowych mediów. Projekt, ogłoszony w styczniu 2008 przez Jimmy Walesa, stał się przez moment modnym tematem. Od startu do zamknięcia minęło 15 miesięcy. Sam inicjator projektu stwierdził, że potrzeba jeszcze 1-2 lat do zobaczenia jakichś sensownych wyników. A przecież Wikia Search wydawała się mieć najwięcej gotowych do pracy neuronów – sprawdzonych i oddanych redaktorów wikipedystów. Ani siła Wikipedii ani medialny hype nie uchroniły projektu przed klapą. Przez ostatnie 6 miesięcy istnienia, Wikia Search miała około 10 tysięcy odwiedzających miesięcznie. Wales twierdzi, że to nie było jeszcze jego ostatnie słowo. Czas pokaże, a na razie Wikia zrzesza pasjonatów różnych dziedzin i tworzy wspaniałe serwisy niszowe. W lutym 2008 Wikia miała 1,381M członków – rok później już 3,758M (według Nielsen NetView, 2/09, U.S., Home and Work).

Social w wydaniu Google

W przypadku Google mamy do czynienia z o wiele ostrożniejszym podejściem do jakiegokolwiek przekazywania wpływów użytkownikom. Searchwiki jest bardzo widocznym zbieraniem sygnałów, ale też oficjalnie niczym więcej. Nie wiemy przecież co się z danymi później dzieje. Z całą pewnością możemy jednak założyć, że coś się dziać będzie :). Naiwnością byłoby sprowadzić taką funkcjonalność do poziomu zabawki dla użytkowników.

Searchwiki nie jest jedynym sygnałem stricte ludzkim, jaki Google bierze pod uwagę. Matt Cutts wyjaśniał na swoim blogu rolę ludzi w Google search. Napisał m.in., że:

  • PageRank opiera się o linki, a linki są tworzone przez ludzi. Linkujący pomagają Google formułować opinię jak ważna jest dana strona.
  • Google News analizuje dużą ilość różnych źródeł wiadomości. Decyzje tysięcy redaktorów, członków redakcji periodyków indeksowanych w Google News, pomagają Google ocenić jak ważne jest dane wydarzenie.
  • W 2001 roku na toolbarze Google pojawiły się przyciski do głosowania. Dzięki nim każdy użytkownik może przesłać swoją opinię o przeglądanej stronie do Google (w formie pozytywnego bądź negatywnego głosu).
  • Google pozwala użytkownikom usuwać witryny ze swoich spersonalizowanych wyników wyszukiwania.
  • Użytkownicy mogą przesyłać do wyszukiwarki raporty o spamie.

Jedno czego tu brakuje to praca tzw. quality raters. Są to ludzie pracujący według guidelines (a jakże :), których zadaniem jest pomaganie Google w ocenianiu treści. No, ale przecież nie możemy oczekiwać żeby Matt o czymś takim pisał :).

Wdrożenia wykonywane przez Google są więc zachowawcze. Zbierają dane, i tyle o nich wiemy. Mają zapewne funkcję uzupełniającą do całej gamy już obecnych źródeł informacji o samej witrynie jak i zachowaniach użytkowników.

Social black hat?

Pomimo, iż social search jest tak młode, ma już swoje ciemne zaułki. Jakiś czas temu bardzo głośno było o Mahalo, serwisie lansującym się jako a human-powered search engine that creates organized, comprehensive, and spam free search results for the most popular search terms. Our search results only include great links. Wprawdzie Mahalo wystartowało wcześniej niż Wikia Search, to jednak nie przebiło się do mainstreamu. Twórca serwisu, Jason Calacanis, zasłynął natomiast keynotem na konferencji Search Engine Strategies 2006 w Chicago. Powiedział wtedy:

SEO is bullshit…90% of the SEO market is made up of snake oil salesmen.

Dwa lata później, na SMX Social 2008 w Long Beach:

SEO is a wasted industry. You’re wasting your time fighting off ranking problems instead of creating great content. You’re just spinning your wheels hoping the Google gods won’t kick you out. It’s a bad way to live your life. Using a human service is a better way to go about it.

Oczywiście Calacanis wygaduje bzdury, lansując jednocześnie swoją agendę z Mahalo jako wyszukiwarką wolną od spamu i tym podobnych rzeczy. W rzeczywistości Mahalo jest witryną zawierającą zarówno strony przydatne jak i wysublimowane made for AdSense. Proponuję sprawdzić kilka stron nie uwzględnianych w żadnym wewnętrznym rankingu TOP coś tam. Zwróćcie uwagę na ilość jednostek reklamowych i ich stopień zlewania się z layoutem witryny. Nawet wprawne oko ma problem z ich dostrzeżeniem. Strategia obrzucania błotem całej branży SEO była więc nie tylko marketingowym bullshitem Calacanisa, ale też dywersją. Calacanis twierdzi, że SEO is bullshit jednocześnie używając praktycznie wszystkich możliwych praktyk SEO, łącznie z tymi black hat.

Socialna Help Engine

Niezależnie od hegemonii Google w dalszym ciągu rodzą się nam gwiazdy, które mogą tą hegemonię utrącić. Największe szanse mają w chwili obecnej Twitter (którego mam nadzieję przedstawiać nie trzeba) i Aardvark (notabene założony przez ex-Googlerów).

Danny Sullivan określa ten rodzaj narzędzi mianem help engine. Oto dlaczego:

Siła Help Engine tkwi w ilości i relacjach panujących pomiędzy jej użytkownikami. Normalna wyszukiwarka nie udzieli Wam odpowiedzi na przykład na pytanie: Jakiej przeglądarki używać: Firefoksa czy Opery? Nie poradzi sobie z nim, ponieważ pytanie jest subiektywne. Oczywiście możecie w normalnej wyszukiwarce znaleźć jakieś artykuły z opiniami. Założę się jednak, że wyżej będziecie cenić sobie odpowiedź jakiegoś znajomego, który akurat zna dobrze obie przeglądarki. Inny przykład – porównywarki cen. Wiecie już co chcecie kupić, pojawia się natomiast pytanie gdzie? Znów najbardziej będziecie cenić sobie jedną rekomendacje danego sklepu pochodzącą od osoby, którą znacie, niż 50 rekomendacji od nieznajomych (mogących być notabene wynajętymi klakierami, z jedynym zadaniem generowania pozytywnych opinii w porównywarkach). Jeśli Wasz dobry znajomy poleca sklep z rzeczą nawet droższą niż gdzie indziej – zaufanie i tak przeważy.

Normalne wyszukiwarki przyzwyczaiły nas do momentalnych odpowiedzi. Nie inaczej musi być i z tymi społecznościowymi. LinkedIn, Facebook (czy polskie GoldenLine) pozwalają zadawać pytania gronu specjalistów. Ale jednocześnie miejsca te nie słyną z oszałamiającej szybkości. A przecież szukając informacji chcemy poznać odpowiedź teraz, zaraz, natychmiast :).

Trzecią cechą odróżniającą help engines od normalnych wyszukiwarek jest indeks. Ściślej rzecz ujmując, brak takowego. Help engine tworzy wynik wyszukiwania dopiero w momencie, kiedy pojawi się pytanie. Na żywo, korzystając z pomocy użytkowników będących akurat online.

Utrącenie hegemonii nie jest równoznaczne z całkowitym przejęciem inicjatywy – pamiętajcie o tym. Help engines będą o wiele lepsze od Google dla pewnego rodzaju zapytań. Pozostanie cała reszta, gdzie Google nadal będzie królem. Aby jeszcze lepiej zrozumieć działanie tych narzędzi dobrze jest spróbować samemu. Zarejestrować się do Twittera może każdy :). Do Varka natomiast w chwili obecnej potrzebne są zaproszenia.

Dokąd zmierza Social Search?

Moim zdaniem nie będzie rozdzielenia na tylko algorytm i tylko ludzie. Oba z tych paradygmatów mają swoje zalety, mają także wady. Algorytmy są wydajne, szybkie i skalowalne. Ale także ograniczone, nie potrafią dostrzegać subiektywnych aspektów zapytań. Ludzie posiadają zdolność abstrakcyjnego myślenia i jak żaden algorytm rozróżniają konteksty zapytań. Potrafią wziąć pod uwagę o wiele więcej czynników. Ale są jednocześnie leniwi i zazwyczaj egocentryczni. Nie da się ich także skalować.

Przyszłość przyniesie nam zatem połączenie obu spojrzeń na poszukiwanie informacji. Cały czas kwestią otwartą pozostaje odpowiedź na pytanie kto zaoferuje najlepsze i najprzyjemniejsze rozwiązanie. I czy linki sponsorowane są jedynym możliwym modelem biznesowym wyszukiwarek :).

Z punktu widzenia przedsiębiorcy obecnego w Internecie warto więc podejmować działania, które zapewnią Wam możliwość zaistnienia niezależnie od sposobu działania wyszukiwarki. Możecie uatrakcyjnić swoją witrynę zarówno dla algorytmów (on-page i linki) jak i ludzi (usability witryny, obsługa klienta przed- i po-sprzedażowa). Jedno czego nie warto robić, to czekać z rozpoczęciem tych działań. Nieważne czy wyszukiwarka jest napędzana algorytmicznie czy społecznościowa – każdy dbający o swój biznes przedsiębiorca powinien zadbać o swój ranking. Nie dajcie się modzie na kryzysowe cięcia budżetowe. Jeśli coś ciąć, to tylko mając logiczne ku temu przesłanki. Na przykład ROI.

Social Search
Print Friendly, PDF & Email