TrustRank jest dziś ważniejszy niż PageRank

Mam nadzieję, że nikt nie zabije mnie za to, co zaraz napiszę … PageRank nie ma już dziś szczególnie dużego znaczenia. Jeszcze w 2004 roku dobra ocena PageRank niemal automatycznie przekładała się na wysokie pozycje w wynikach wyszukiwania. Dzisiaj to raczej pewnego rodzaju wskaźnik, podstawa do wyciągania pewnych wniosków, ale już nie czynnik o znaczeniu rozstrzygającym. Przede wszystkim jednak pozostał miłą iluzją – złudzeniem, dzięki któremu nie myślisz o rzeczywistym wskaźniku popularności strony, znanym jako ocena TrustRank. Ten ostatni wskaźnik wyraża to, na ile Google wierzy, że Twoja strona będzie przydatnym wynikiem wyszukiwania pokazanym internautom.

Dlaczego zatem na początku zająłem się opisywaniem oceny PageRank? Dlatego, że jest to termin obowiązkowy, prawdopodobnie najczęściej stosowane określenie w kontekście optymalizacji w Google. Tak się również składa, że jest to jedyny publicznie dostępny wskaźnik wartości strony. W 2007 roku, kiedy stało się jasne, że wysoka ocena PageRank nie gwarantuje wysokich pozycji w wynikach wyszukiwania, my – ludzie tworzący branżę optymalizacji w wyszukiwarkach internetowych (SEO) – poszukiwaliśmy właściwego słowa na określenie tego, o czym wszyscy myśleliśmy, posługując się terminem PageRank: chodziło nam o faktyczną wartość strony według Google.

Chciałbym w tym miejscu wyjaśnić tę podstawową kwestię: kiedy piszę o ocenie PageRank, mam na myśli pożywkę dla mediów, publiczną ocenę przyznawaną przez Google wszystkim stronom internetowym. Ta ocena ma jednak niewiele wspólnego z tym, jak wyszukiwarka ta faktycznie postrzega daną stronę. Kiedy mówię natomiast o ocenie TrustRank, mam na myśli to, co dla każdego specjalisty ds. SEO liczy się najbardziej: gotowość Google do wyświetlania danej strony wysoko w wynikach wyszukiwania i tym samym pozyskiwanie dla niej klientów. Na jak najlepszą ocenę TrustRank pracuje się tak samo, jak na ocenę PageRank – pozyskując odnośniki z innych stron. Na poprawę oceny TrustRank wpływa również wiek strony.

Gdyby każda strona miała publicznie dostępną ocenę TrustRank – na podobnej zasadzie jak ocenę PageRank, która jest dostępna w pasku narzędzi Google Toolbar – w branży obrotu odnośnikami doszłoby do prawdziwej rewolucji. Rozpoczęłoby się szaleństwo porównywalne z gorączką złota i pęd do kupowania odnośników na stronach, którym Google ufa najbardziej. Google nie zamierza jednak aż tak ułatwiać życia specjalistom ds. SEO, ponieważ wówczas wyprowadzenie danej strony na szczyt wyników wyszukiwania wymagałoby jedynie dobrych relacji z pośrednikiem w handlu odnośnikami.

Uwaga

Kilka słów na temat kupowania odnośników: na pewnym etapie poszerzania wiedzy na temat SEO większość ludzi dowiaduje się, że w sieci nie brakuje administratorów stron, którzy sprzedają odnośniki. Proces nabywania takiego odnośnika może być bardzo prosty: „Zapłać mi ustaloną kwotę i powiedz, do jakiej strony ma prowadzić odnośnik i jak ma wyglądać”. Gdybyś nie miał szerszej wiedzy na temat optymalizacji w wyszukiwarkach internetowych, mógłbyś pomyśleć, że to tylko żałosna forma reklamy – malutki odnośnik zamieszczony gdzieś w dalekim kącie strony, za który płacisz tyle samo co za telewizję kablową. Nie chodzi nawet o to, aby ktoś taki odnośnik dostrzegł lub w niego kliknął. Chodzi tylko o to, aby został on uwzględniony przez Google i przekazał ocenę TrustRank ze strony, na której go zamieszczono, na stronę, do której prowadzi.

Przez wiele lat – zresztą do dziś niewiele się w tej kwestii zmieniło – standardowo wyceniało się odnośniki na podstawie oceny PageRank. Strona internetowa o ocenie PageRank na poziomie 2 otrzymuje zwykle około 25 dolarów miesięcznie za każdy sprzedany odnośnik, a strony o ocenie 7 mogą liczyć nawet na 2 tysiące dolarów za jeden odnośnik. W tym systemie jest olbrzymia luka, przez którą zmarnowano już dosłownie miliony dolarów. Dlaczego? Odnośniki zamieszczane na stronach o wysokiej ocenie PageRank nie muszą poprawiać Twojej pozycji w rankingach Google! Wystarczy wspomnieć choćby o tym, że ocena PageRank widoczna w pasku narzędzi Google Toolbar, na której opiera się cała branża handlu odnośnikami, podlega aktualizacji raz na dwa – trzy miesiące. Widoczna w danym momencie ocena PageRank może się zatem znacznie różnić od prawdziwej oceny PageRank, którą Google przelicza ponownie każdego dnia.

Co jeszcze ważniejsze, firma Google obwieściła publicznie, że strony internetowe sprzedające odnośniki będą karane poprzez ograniczenie możliwości przenoszenia swojej oceny TrustRank. Poinformowała również, iż nie zamierza powiadamiać ukaranych stron o fakcie, że straciły one możliwość dzielenia się swoją oceną TrustRank. Wprowadzenie tych zmian spowodowało, że branża handlu odnośnikami znacznie się skurczyła. Szacuję, że około 60% sprzedawanych obecnie odnośników pochodzi z ukaranych stron, w związku z czym nie mają one żadnej wartości dla nabywców. Dziś najważniejszą umiejętnością wszystkich specjalistów ds. SEO wydaje się wskazywanie tych stron, którym nie odebrano możliwości przekazywania oceny TrustRank. Optymalizacja w wyszukiwarkach internetowych w tej samej mierze polega dziś na unikaniu pozyskiwania bezwartościowych odnośników, co na pozyskiwaniu jak największej liczby odnośników wartościowych.

Podstawowe pytanie, które dziś zadają sobie przedstawiciele świata SEO, brzmi: Skąd mam wiedzieć, czy moja strona ma wysoką ocenę TrustRank? Bardzo niewielu ludzi potrafi udzielić na nie odpowiedzi. Tak się składa, że ja akurat potrafię.

W 2008 roku stworzyłem narzędzie służące do pomiarów oceny TrustRank stron internetowych. Stanowi ono obecnie motor napędzający całą moją firmę zajmującą się SEO. Powiedziałbym Ci, na czym to wszystko polega, ale, po pierwsze, bym Cię zanudził, a po drugie obawiam się, że Google nasłałoby na mnie bandę wojowników ninja, którzy wymierzyliby mi sprawiedliwość za wyjawienie wszystkich tych tajemnic. Nie martw się jednak, nie zostawię Cię na lodzie.

Nie ma lepszego sposobu na ustalenie oceny TrustRank strony internetowej niż próba jej odgadnięcia na podstawie określonych przesłanek (w ten właśnie sposób działa moje narzędzie). A oto, jak do tego doszedłem:

  1. Google przyznaje najwyższe oceny TrustRank stronom, do których prowadzą odnośniki z innych stron uzyskujących wiele odnośników (wracając do naszej szkolnej analogii: najbardziej popularne są te dzieciaki, które mają najwięcej popularnych przyjaciół).
  2. Google nie pozwala przekazywać oceny TrustRank stronom sprzedającym odnośniki i nie informuje, którym stronom zablokował tę możliwość (w rzeczywistości szkolnej zepsute dzieciaki wystawiające swoją przyjaźń na sprzedaż ponoszą za swój postępek karę – tracą możliwość przenoszenia własnej popularności na innych; ukarane dzieciaki same nadal są popularne, jednak ich znajomi nie zyskują na popularności).
  3. Oznacza to, że strona zyskuje wysoką ocenę TrustRank, jeżeli prowadzące do niej odnośniki pochodzą ze stron, które – przynajmniej według Twojej najlepszej wiedzy – nigdy odnośników nie sprzedawały (zaprzyjaźnij się z tymi dzieciakami, które nigdy nie wymieniały swojej przyjaźni na pieniądze – możesz być pewien, że to naprawdę popularne postaci w szkole).

Odgadywanie, które strony zostały ukarane, a które nie, okazuje się prostsze, niż mogłoby się wydawać. Jeżeli dana strona wygląda profesjonalnie, funkcjonuje w sieci od dłuższego czasu i nie zawiera niczego, co można by nazwać spamem, prawdopodobnie cieszy się uznaniem Google i skutecznie przekazuje swoją ocenę TrustRank. Powinieneś skontaktować się z jak największą liczbą administratorów takich stron i zapytać, czy byliby skłonni sprzedać odnośnik lub wymienić się na odnośniki.

Na rysunku 1.4 przedstawiono przykład strony internetowej zdolnej do przekazywania swojej oceny TrustRank – jest to strona mojej fundacji. Gdybym nigdy wcześniej nie widział tej strony, nie miałbym wątpliwości co do tego, że nie została ukarana przez Google – wygląda bardzo profesjonalnie, nie zawiera spamu i nie wydaje się, aby z niej sprzedawano odnośniki.

r1

Rysunek 1.4. Strona, która sprawia wrażenie nieukaranej, czyli zdolnej do przekazywania oceny TrustRank

Dla porównania spójrz na rysunek 1.5. Przedstawia on stronę, która moim zdaniem została ukarana – za żadne skarby nie poprosiłbym jej właściciela o odnośnik.

r2

Rysunek 1.5. Strona, która sprawia wrażenie ukaranej, czyli niezdolnej do przekazywania oceny TrustRank

Zwróć uwagę na różnice między tymi stronami. Na rysunku 1.4 pokazana została strona główna organizacji typu non profit Strona ta wygląda profesjonalnie i została stworzona z troską o dobre wrażenie użytkowników. Layout jest przejrzysty, przesłanie – spójne, a na dole strony zamieszczono odnośniki do innych stron internetowych szanowanych organizacji typu non profit. Na rysunku 1.5 przedstawiono stronę, na której panuje chaos i znajduje się sporo odnośników – wiele z nich to bez wątpienia odnośniki opłacone. Założyłbym się o duże pieniądze, że odnośnik z pierwszej strony pozwoliłby poprawić Twoją pozycję w rankingach Google, natomiast odnośnik z drugiej strony okazałby się całkowicie bezwartościowy pod tym względem. Sześć czy siedem firm, które kupiło odnośniki na tej drugiej stronie, najwyraźniej nie zdaje sobie z tego sprawy, w przeciwnym razie firmy te nie marnowałyby na to pieniędzy. Na wypadek, gdyby moje słowa o braku znaczenia oceny PageRank nie wystarczyły, zwróć uwagę na ten wskaźnik dla obu stron wyświetlony na pasku narzędzi Google Toolbar – w obu przypadkach ocena ta do niedawna wynosiła 4.

Jeśli strona robi wrażenie takiej, na której aktywnie sprzedaje się odnośniki, możesz bezpiecznie założyć, że została ukarana przez Google. Jeżeli trafisz na stronę zatytułowaną „Moje dzienniki podróżnicze” i znajdziesz tam odnośniki do firm sprzedających ubezpieczenia, żetony pokerowe lub oprogramowanie, to taka strona została przez Google ukarana. Jeżeli odnośniki zamieszczone na stronie już na pierwszy rzut oka wydają się nienaturalne, to Google również na pewno zwróci na to uwagę. Firma ta nauczyła się niezwykle skutecznie rozpoznawać strony sprzedające linki i je karać. Zatrudnia do tego zastępy inżynierów z Uniwersytetu Stanforda i z MIT, poza tym zwraca administratorów stron przeciwko sobie (poprosiła, aby administratorzy zgłaszali przypadki stron, na których sprzedaje się odnośniki). To właśnie dzięki nowo nabytej umiejętności identyfikowania stron sprzedających odnośniki Google jeszcze bardziej zbliżył się do realizacji swojej pierwotnej koncepcji Internetu doskonałego, w którym odnośniki wymienia się na podstawie ich wartości, a nie w zamian za pieniądze. Problem polega na tym, że firma nigdy tego celu w pełni nie zrealizuje, ponieważ ludzie tworzący społeczność SEO zawsze wyprzedzają ją o krok.

Szopka Google

TrustRank to pilnie strzeżony sekret Google. Stanowi podstawowy element algorytmu wyszukiwarki, czyli ostatni już element pierwotnej koncepcji Larry’ego i Sergeya opisującej zasady organizacji sieci. Właśnie dlatego obu panom zależy na tym, aby specjalistów ds. SEO trzymać od tej tajemnicy jak najdalej. Chcąc zyskać pewność, że tacy specjaliści nigdy nie poznają tajników działania TrustRank, firma Google opracowała znakomity odwracacz uwagi – dalej wyświetla ocenę PageRank w pasku narzędzi Google Toolbar. Ten mały zielony pasek – dla większości specjalistów ds. SEO stanowiący podstawowe narzędzie pracy – to w rzeczywistości nic więcej jak zwykła zasłona dymna. Chodzi o to, aby inteligentni ludzie marnowali swój potencjał umysłowy na wszystko, tylko nie na ocenę TrustRank. Wydaje Ci się, że to naciągana teoria? Zastanów się nad jednym: skoro informacja o ocenie PageRank danej strony rzeczywiście pozwala specjalistom ds. SEO działać skuteczniej, dlaczego Google nie zaprzestał podawania tych danych? Przecież z tego wskaźnika korzystają wyłącznie ludzie zajmujący się SEO. Nikomu innemu nie chce się nawet włączać tej funkcji w ustawieniach paska narzędzi Google Toolbar.

Podtrzymując swoją strategię odwracania uwagi, w 2007 roku firma wyznaczyła rzecznika prasowego w osobie Matta Cuttsa. Ma on za zadanie utrzymywać bezpośrednie kontakty z przedstawicielami społeczności SEO i zachęcać administratorów stron do wykorzystywania internetu w dokładnie taki sam sposób, jak robili to przed pojawieniem się Google. Chodziłoby głównie o to, aby zamieszczali odnośniki tylko do trafnych tematycznie i ciekawych treści. Matt znakomicie odgrywa swoją rolę w tym przedstawieniu, niezwykle szczegółowo opisując najnowsze zmiany i poprawki w algorytmie Google i nadając im wyszukane nazwy, takie jak „Big Daddy” czy „Caffeine”. Nikogo nie powinno chyba dziwić, że jego działalność hamuje wiele potencjalnych innowacji, które mogłyby powstać w świecie SEO. Ktoś, kto – tak jak ja – próbuje się dowiedzieć, co tak naprawdę może wynieść stronę na wyższą pozycję w rankingu Google, mógłby miesiącami zgłębiać dobrze przemyślane komunikaty Matta, nie poświęcając w rezultacie ani minuty na faktyczną, produktywną pracę. Absolutnie nie sugeruję tu, że Matt nie oferuje wartościowych porad biznesowych – twierdzę jedynie, że jego rady nie przydadzą się ludziom, którzy chcą podnieść swoje strony w rankingach Google. Wszystkie jego zalecenia można podsumować w jednym zdaniu: stwórz stronę oferującą użytkownikom prawdziwą wartość, a z czasem automatycznie uzyska ona wysokie pozycje w wynikach wyszukiwania. I znów to samo: to szczera prawda, ale nieprzydatna dla większości firm.

Gdy pierwszy raz odwiedziłem blog Matta Cuttsa, ku swemu zaskoczeniu stwierdziłem, że nie pracuje on w dziale trafności wyszukiwania – należałoby go raczej nazwać naczelnym spamerem. To w tym momencie uświadomiłem sobie, że Google traktuje specjalistów ds. SEO jak spamerów. Wtedy też zrozumiałem, że nie powinienem ufać żadnym informacjom publikowanym przez tę firmę, zwłaszcza tym poświęconym optymalizacji.

Przedstawienie przez Google informacji na temat oceny PageRank można by porównać do ujawnienia przez koncern Coca-Cola jednego z najmniej ważnych składników tajnej receptury. Nikt nie ma wątpliwości co do tego, że Coca-Cola nie uzyska w ten sposób żadnych korzyści, ale jakoś nikomu to nie przeszkadza. Wszyscy zaczynają raczej szaleć wokół tej informacji, jak gdyby doszło do niezamierzonego przecieku, dzięki któremu zyskuje się możliwość odtworzenia całego przepisu na colę. Tymczasem firma w ogóle nie wspomina o tym, że składnik ten nie ma absolutnie żadnego wpływu na smak napoju i że znajduje się w nim w ilościach śladowych. Konkurencyjni producenci napojów chwytają przynętę i poświęcają całe lata na analizowanie tego składnika. Następnie Coca-Cola idzie o krok dalej i na stanowisko oficjalnego rzecznika prasowego firmy mianuje dotychczasowego szefa ds. walki z konkurencją. To przemiły człowiek, który zwykle mówi coś w stylu: „Jeżeli stworzycie pyszny napój, ludzie będą go kupować”. Z jakiegoś powodu żaden z konkurentów nie widzi w tej sytuacji nic dziwnego – wszyscy wolą wierzyć, że Coca-Cola naprawdę chce im pomóc w odtworzeniu swojego przepisu.

Kiedy już uświadomisz sobie, że w ramach ochrony swojego algorytmu Google chce odegrać szopkę i odwrócić Twoją uwagę od prawdziwego wskaźnika wartości strony, czyli od oceny TrustRank, możesz wrócić do wykonywania swojej pracy – czyli znów skupić się na poszukiwaniu sposobów na to, aby Twoja strona pięła się w rankingach Google.

Jak określać TrustRank?

Wiemy już, że nie należy wierzyć w to, co Google mówi nam na temat SEO. Pojawia się zatem pytanie: jak przebić się przez mgłę i stwierdzić, które strony mają wysoką ocenę TrustRank, i w związku z tym do których drzwi warto zapukać z propozycją kupna lub wymiany odnośników. Wspominałem już o intuicyjnym teście, który pozwala stwierdzić, czy strona wygląda na „taką ze spamem”. Znam jednak jeszcze prostszy sposób na ustalenie oceny TrustRank. Jest on tak prosty, że być może sam już o nim pomyślałeś – po prostu zobacz, jak wypada dana strona w wynikach wyszukiwania. Jeśli sprzedajesz na przykład obieraczki do jabłek, wpisz w wyszukiwarkę Google słowa obieraczka do jabłek. Strony z pierwszych czterdziestu wyników wyszukiwania z pewnością mają niezłą ocenę TrustRank, a pierwsze dziesięć wyników musi mieć wysoką ocenę TrustRank.

Posługując się tą metodą, pamiętaj, że powinieneś używać wyłącznie popularnych słów kluczowych. Jeśli wpiszesz jakąś rzadko stosowaną frazę (jeżeli jesteś właścicielem strony z obieraczkami do jabłek, przykładem takiej frazy byłoby: najwyżej oceniane metalowe obieraczki do jabłek), nawet strony z pierwszych pięciu wyników wyszukiwania mogą nie mieć wysokich ocen TrustRank – Google sięgnie prawdopodobnie na dno swojego worka, aby wyświetlić najbardziej trafne wyniki wyszukiwania.

Przedstawię teraz dwa przykłady, dzięki którym będziesz mógł utrwalić sobie wiadomości na temat tej metody. Skupmy się może jednak na czymś ciekawszym niż obieraczki do jabłek. Załóżmy, że otworzyłeś właśnie sklep ze sprzętem surfingowym. Zależy Ci oczywiście na tym, aby pozyskać jak najwięcej odnośników o wysokiej ocenie TrustRank, żebyś mógł podbić w ten sposób wskaźnik swojej strony. Na początek powinieneś wpisać w okno wyszukiwarki Google hasło surfing (por. rysunek 1.6).

r3

Rysunek 1.6. Wyniki wyszukiwania w Google dla słowa kluczowego surfing – na dobry początek

Uwaga

Jak się dowiesz z rozdziału 8., zatytułowanego „Mity na temat optymalizacji w Google”, zaliczam się do grupy osób przekonanych, że pozyskiwane odnośniki nie muszą być szczególnie trafne tematycznie. Warto jednak pamiętać, że często najlepszym miejscem do rozpoczęcia poszukiwań odnośników są strony o tematyce podobnej do Twojej.

Przeglądając pierwszych 10 wyników wyszukiwania, powinieneś szukać organizacji, stron z materiałami, stron konferencji oraz wszelkich innych stron o stabilnej pozycji, które zgodziłyby się zamieścić odnośnik do Twojej strony już choćby dlatego, że działasz w tej samej branży. To pierwsze i najbardziej oczywiste miejsce, w którym powinieneś szukać. Poza stronami branżowymi wypatruj wszelkich innych stron, w przypadku których miałbyś jakikolwiek powód, aby poprosić o zamieszczenie odnośnika. Przeanalizujmy teraz te wyniki nieco uważniej i sprawdźmy, co uda nam się znaleźć.

Surfing to niezwykle często wyszukiwana fraza. Ponieważ widzimy 10 pierwszych wyników, możemy mieć pewność, że oglądamy strony o wysokich ocenach TrustRank. Oznacza to, że każda z nich mogłaby zaoferować wartościowy odnośnik prowadzący do Twojej strony. Dwie z nich – Surfer Magazine i Wikipedia – mają charakter informacyjny, możesz więc śmiało założyć, że na pewno nie zamieszczą odnośników do Twojej strony biznesowej (choć gdyby na to przystały, Twoja ocena TrustRank z pewnością by na tym zyskała). Pozostaje zatem reszta. Po bliższej analizie okazuje się, że kilka stron publikuje informacje na temat surfingu – to doskonałe miejsca na Twój odnośnik, jeśli oczywiście jesteś w stanie przekonać kogoś, że warto linkować do Twojej strony (liczne sposoby pozyskiwania odnośników omawiam w rozdziale 3., „Pozyskiwanie odnośników”). Gdyby udało Ci się zamieścić odnośniki choćby na czterech z tych dziesięciu stron, Twoja strona byłaby na znakomitej drodze do znalezienia się wśród najwyżej wyświetlanych wyników dla najczęściej stosowanych słów kluczowych związanych z surfingiem.

Spróbujmy teraz użyć nieco mniej popularnej frazy (por. rysunek 1.7): surfing supply (sprzęt surfingowy).

r4

Rysunek 1.7. Wyniki wyszukiwania w Google dla frazy surfing supply

Znajdujemy tu dziesięć wyników, którym również możemy śmiało przypisać niezłą ocenę TrustRank. Surfing supply to wystarczająco popularna fraza, co można poznać choćby po tym, że obok wyników wyszukiwania firmy decydują się wykupywać reklamy. Duża ilość reklam wyświetlanych wraz z wynikami wyszukiwania świadczy o tym, że dana fraza wydawała się innym firmom warta tego, by w nią zainwestować. Jest to zatem sygnał, że wybrałeś popularne słowo kluczowe, a więc strony z pierwszych 10 wyników wyszukiwania musiały sobie zapracować na ten zaszczyt całkiem niezłą oceną TrustRank.

Także w tym przypadku chętnie pozyskałbym odnośniki z tych stron. Warto zwrócić uwagę, że w wynikach tych zabrakło wpisu na Wikipedii i na stronie Surfer Magazine. Nie widzę tu również żadnych innych znanych mi marek i nazw (a na surfingu nieco się znam), więc powiedziałbym, że ta grupa stron znajduje się nieco niżej w hierarchii TrustRank niż poprzednie 10 wyników wyszukiwania.

Na koniec rzućmy okiem na rysunek 1.8, pokazujący wyniki dla mniej popularnej frazy: premium surfing supply (najlepszy sprzęt surfingowy).

r5

Rysunek 1.8. Wyniki wyszukiwania w Google dla zdecydowanie mniej popularnej frazy premium surfing supply

Jeszcze zanim pojawią się wyniki, wiadomo, że z uwagi na zastosowanie mniej popularnej frazy raczej nie ma sensu zabiegać o zamieszczanie na tych stronach odnośników prowadzących do Twojej witryny.

Po zapoznaniu się z wynikami stwierdzimy jednak, że znajdują się wśród nich nie tylko strony sklepów internetowych, ale również strony przedstawiające konkretne produkty, na przykład paski do desek. Oznacza to, że Google miał problem ze znalezieniem odpowiednich stron i musiał sięgnąć głębiej do swoich zasobów. Gdybyśmy przeprowadzili wyszukiwania skoncentrowane wyraźnie na produktach, na przykład wpisując frazę buy surf boards (zakup deski surfingowej), spodziewałbym się właśnie tego rodzaju stron. Tymczasem nasza fraza (premium surfing supply) jest nastawiona na sklepy ze sprzętem, co jasno sugeruje, że Google miał trudności ze znalezieniem właściwych wyników. Nadeszła zatem pora, żeby zastosować opisany wcześniej test intuicyjny. Klikam w poszczególne odnośniki i widzę, że niemal wszystkie strony stanowią część serwisów zajmujących się sprzedażą w sieci. Sklepy internetowe raczej rzadko godzą się zamieszczać odnośniki do innych stron, ponieważ odwracałyby w ten sposób uwagę internautów od robienia zakupów. Niektóre strony tego rodzaju warto wziąć jednak pod uwagę, ponieważ zamieszczają one odnośniki bezpośrednio na stronach docelowych, jak robi to na przykład buoyweather.com. Strona ta wydaje się profesjonalną witryną meteorologiczną, a poza tym po prawej stronie publikuje całą kolumnę odnośników. Gdybym działał w branży surfingowej, prawdopodobnie spróbowałbym pozyskać odnośnik z tej strony.

Gdy już nauczysz się rozpoznawać strony, którym Google ufa najbardziej, możesz sporządzić listę tych ich użytkowników, z którymi warto się skontaktować w sprawie zamieszczenia odnośnika prowadzącego do Twojej strony. Gdybyś pozyskał odnośniki z wszystkich 40 lub 50 pierwszych wyników wyszukiwania dla Twoich najpopularniejszych słów kluczowych, gwarantuję, że w krótkim czasie zajmowałbyś jedno z najwyższych miejsc w wynikach wyszukiwania w Google, a klienci waliliby do Ciebie drzwiami i oknami. W praktyce jednak nigdy nie uda Ci się nakłonić administratorów wszystkich tych stron – wielu z nich to Twoi konkurenci – do zamieszczenia Twoich odnośników. Właśnie dlatego musisz poszukać bardziej kreatywnych sposobów ich pozyskiwania (zwłaszcza tych o wysokiej ocenie TrustRank).

TrustRank jest dziś ważniejszy niż PageRank
Print Friendly, PDF & Email