Facebook kontra YouTube.

Kiedy Facebook ogłosił zwiększenie nacisku na wideo internetowe, branża zaczęła wyczekiwać starcia tytanów. „Czy to koniec YouTube?”, „Facebook stanie się domem dla wideo w Internecie?”, „YouTube zwycięży, czyli dlaczego Facebook ssie”, „Czy w końcu sprzedam swojego Opla?” – takie i podobne nagłówki zaczęły pojawiać się w Internecie jak grzyby po deszczu. Jak wygląda sytuacja na froncie po kilkunastu miesiącach „bitwy”? Pokażę wam 3 subiektywne perspektywy – marketingowca, twórcy i widza – oraz kilka ciekawych faktów na temat obu serwisów. Zapraszam.

Okiem marketingowca

Dla marketingowca przede wszystkim liczy się efektywna reklama. Oba serwisy mają swoje plusy i minusy, choć sytuacja wygląda dobrze w obu przypadkach. Jak to jest z reklamą na Facebooku oraz YouTube?

Reklama wideo

Ekipa z Menlo Park posiada ogromną ilość danych na temat swoich użytkowników, co pozwala na dotarcie do potencjalnych klientów z wielką precyzją. Już niedługo będziemy mieli dwie opcje reklamowania wideo – wykupienie postu sponsorowanego lub reklamę przed innymi wideo (ta druga opcja jest aktualnie dostępna tylko za oceanem, ale lada chwila ma rozprzestrzenić się na inne rynki). Całość jest obsługiwana poprzez system podobny do zwykłych reklam na Facebooku.

Natomiast YouTube pozwala na wykupienie reklam wideo przed filmami, reklamy displayowe umieszczane w odtwarzaczu lub obok oglądanego wideo. Wszystko odbywa się z poziomu systemu AdWords, więc jeżeli masz w nim doświadczenie, nie będziesz mieć większego problemu z obsługą kampanii wideo.

Wyświetlenie wyświetleniu nierówne

Facebook twierdzi, że łączny czas oglądania wideo w jego serwisie przebił podobną statystykę w portalu YouTube. Hmm… nie jest to w pełni prawda.

Co dla Ciebie oznacza wyświetlenie? Zapewne kiedy ktoś obejrzy twoje wideo. Algorytm YouTube zlicza je kiedy ktoś naprawdę je ogląda. Zazwyczaj następuje to po 30 sekundach, choć wszystko zależy od długości materiału. Analityka pozwala nam na dokładny wgląd, kiedy ktoś nasz film wyłączył, pozwala poznać średnią oglądalność itp.

Facebook natomiast zlicza wyświetlenie po… 3 sekundach od odtworzenia wideo. Nie byłoby z tym problemu, gdyby nie funkcja Autoplay. Automatyczne odtwarzanie wideo w Newsfeedzie użytkownika, do tego bez dźwięku. To sprawia, że statystyki Marka Zuckerberga są zakłamane. Dopiero ich dokładna analiza pokazuje, że informacje podawane przez Facebooka nie są tak różowe, jakby mogły się wydawać. Co z tego, że wideo ma kilkanaście tysięcy wyświetleń, gdy realnie obejrzał je ułamek ludzi (mówi się średnio o 15-30 procentach).

Wydaje się to nieistotne? Żyjemy w świecie, którego podstawą jest statystyka, raporty i liczby. Planujemy zgodnie z doświadczeniami i słupkami. Mając zakłamane dane, tracimy efektywność oraz zaczynamy żyć w nieprawdziwych przekonaniach. Nie jest to dobre.

Facebook i youtube

 

Okiem twórcy

YouTube stara się jak najlepiej zaopiekować twórcami wideo. Poradniki YouTube Academy, biblioteki muzyczne, oddziały YouTube Space, narzędzia do tworzenia czy stała współpraca z autorami filmów. Mógłbym tutaj długo wymieniać. Każdy wartościowy materiał wyprodukowany przez twórcę jest wartościowy dla YouTube. Wiedzą to obie strony. Co do Facebooka… Menlo Park ma, delikatnie mówiąc, gdzieś osoby realizujące wideo w Internecie. Ale po kolei.

Jak dotrzeć do ludzi? Jak żyć?

YouTube uznaje się za drugą wyszukiwarkę na świecie. To tutaj ludzie znajdują odpowiedzi na nurtujące ich pytania. To użytkownik decyduje, co chce obejrzeć, kiedy i w obrębie jakich słów kluczowych. Dzięki temu może dotrzeć do nowych treści na swoich warunkach. Poprzez wyszukiwarkę, stare materiały często dostają drugie życie. Dzięki temu autor filmów może zostać odkrywanych przez widzów, nawet kiedy nie udostępnia nowych treści.

Na Facebooku dzieje się to tylko wtedy, kiedy ktoś z naszych znajomych lub wcześniej polubione strony, udostępnią taki materiał albo dotrze do nas reklama.

Kiedy już zalajkujemy profil lub zasubskrybujemy kanał, sytuacja wygląda podobnie w obu przypadkach. Nowe materiały dostajemy na podstawie ich udostępnień przez twórców.

Freebooting, czyli największa zmora twórców

To prawdopodobnie największy problem Facebooka. Według raportu Ogilvy and Tubular Labs 3 na 4 wideo było filmami skradzionymi i repostowanymi w serwisie Marka Zuckerberga! Co gorsze, treści te usuwane są dopiero po kilku dniach od zgłoszenia, kiedy buzz wokół nich cichnie. Twórcy na całym świecie alarmują, że taka sytuacja utrzymuje się od kilku miesięcy i nic nie wskazuje na jej poprawę.

YouTube rozwiązał to poprzez system Content ID, a same zgłoszenia są sprawdzane bardzo szybko.

Pod względem ochrony twórców, Mountain View miażdży konkurencję na całej linii.

Analityka, statystyki, wykresy

YouTube Analytics to kopalnia wiedzy.  Miejsca odtwarzania, Źródła wizyt, Utrzymanie uwagi odbiorców, Dane demograficzne itp. Możesz przeanalizować każdą sekundę twojego wideo, aby przy kolejnej produkcji nie popełnić podobnych błędów. Sam spędziłem długie godziny przy owych wykresach. Z dobrym skutkiem dla mojego kanału.

Analityka wideo na Facebooku może nie jest aż tak szczegółowa jak w przypadku YouTube, ale daje dobry pogląd na interakcje z naszym wideo. Mamy podział demograficzny, liczbę wyświetleń oraz utrzymanie uwagi odbiorców. To już podstawowe dane, z którymi możemy zacząć działać.

W dziale statystyk YouTube wychodzi na prowadzenie, ale w tym temacie jest przyzwoicie na obu serwisach.

Okiem widza

Użytkownik jest żądny dobrej treści. Chce obejrzeć świetne wideo, które oddziałuje na jego emocje i porusza. Z chęcią poda je również dalej. Jesteś widzem. Czego możesz spodziewać się po obu serwisach?

Co by tu dzisiaj obejrzeć?

Widz wchodząc na główną stronę YouTube, logując się na swoje konto, otrzymuje listę najnowszych filmów od zasubskrybowanych kanałów, propozycje związane z oglądanymi przez niego wideo oraz aktualnie najpopularniejsze pozycje na podstawie kategorii i regionu. Kiedy już wybierze, co chce oglądać, na podstawie tagów, obok oglądanego filmu dostaje wideo o podobnej tematyce. Serwis „robi” wszystko, aby użytkownik jak najdłużej został na nim.

Facebook natomiast skazuje nas na propozycje algorytmu News Feeda. Wideo jest wymieszane z innymi postami. Serwis próbuje „wiedzieć” lepiej od nas samych, kiedy mamy ochotę na wideo. Zazwyczaj kończy się to przeskrollowaniem treści. Kiedy już zdecydujemy się coś obejrzeć? Zakładka „Proponowane filmy” jest w przygotowaniu. Nikt też nie wie, na jakiej dokładnie podstawie będzie ona działać.

Udostępnianie treści przez widzów

Link do filmu na YouTube jest uniwersalny dla każdego serwisu społecznościowego, jak również dla wiadomości pomiędzy użytkownikami. Udostępnienie wideo jest również proste z poziomu samego serwisu (patrz zakładka „Udostępnij” pod filmem na YouTube). Dzielenie się dobrymi treściami jest naturalne dla widzów.

Natomiast Facebook robi wszystko, aby zatrzymać nas w obrębie swojego serwisu. Udostępnianie natywnego wideo jest bardzo mile widziane i niezwykle proste.

Jak widzisz, Facebook bawi się w partyzantkę, przekazując nam wyimaginowany obraz jakoby serwis był najlepszym miejscem dla wideo w Internecie. YouTube wydaje się jedynym słusznym wyborem (nie zapominam o Vimeo 😉 ), jednak żyjemy na łasce i niełasce socialowych gigantów. Jesteśmy zmuszeni korzystać z obu serwisów, inaczej skazalibyśmy się na wykluczenie w Internecie. Czas opracować dobrą strategię z nową wiedzą i dotrzeć do jak największej liczby widzów. To jedyne, co nam zostało.

#youtube #facebook

Facebook kontra YouTube.
Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz