Jaka jest różnica między SEO a pozycjonowaniem?

Zasadnicza. W większości wypadków działania pozycjonerskie to pic na wodę. Włóżmy kij w mrowisko polskiego status quo. Dzisiejszy post pisaliśmy razem i wyraża naszą wspólną opinię.

Dla większości (choć trochę) zorientowanych laików, polski rynek SEO jest równoznaczny z pozycjonowaniem. Laicy zupełni nie wiedzą co to takiego SEO do momentu, dopóki nie wspomni się słowa pozycjonowanie. W istocie jednak pozycjonowanie (poza celowaniem w wyszukiwarki) mało ma wspólnego z SEO.

Dyskusję nad definicją zostawmy już teraz. W każdym języku jest od groma synonimów. Gdyby SEO stanowiło synonim pozycjonowania – naprawdę moglibyśmy z tym spokojnie żyć. Pokażemy Wam jednak, że tak nie jest.

Brak woli branżowców do merytorycznej dyskusji

Ideę napisania tego artykułu nosiliśmy w sobie od dawna. Częściowo swoją opinię wyraziliśmy już we wpisie Pozycjonowanie to jest spam. Artykuł, który jasno wskazywał w czym leży problem, w komentarzach przekształcony został w debatę nad definicją SEO.

Potem mieliśmy Pozycjonowanie, kradzież i zapis pewnej rozmowy telefonicznej. Znów jasno wskazany problem wraz z konkretnym przykładem. I co? Dyskusja na temat jakim prawem nagrywam kradnącego content człowieczka. I zarzuty – przecież sami publikujemy RSS, więc o co nam chodzi? Takie argumenty pojawiały się zwłaszcza na forum PiO. To tak, jak gdyby do ofiary złodzieja samochodu mieć pretensje przecież sam kupiłeś to auto, więc mogli Ci go ukraść :).

Absolutnie nie twierdzimy, że jedyną platformą do prowadzenia dyskusji na temat SEO jest nasz skromny blog :). Problem w tym, że absolutny brak woli do rzeczowego dyskutowania można zaobserwować na:

  • Goldenline – grupy poświęcone SEO opanowane są przez eks-PiOwców, którym znudziło się siedzenie we własnym grajdołku forum. Przeszli więc na GL i nawiedzają uczestników dyskusji w myśl zasady kto nie dmie z nami ten przeciwko nam. Puszczając do siebie na wzajem oczka publikują jakże merytoryczne wypowiedzi z gatunku wiem, ale nie powiem i jestem ekspertem, mam sekretarkę i się cenię.
  • Blogi SEO – widział ktoś na przestrzeni ostatnich 2 miesięcy jakieś naprawdę rzeczowe ujęcie tematu? Coś innego niż lakoniczna, dwuakapitowa notka? Niż press release jakiejś firmy badawczej przetłumaczony na polski? Komiks?
  • IAB Polska – niby organizacja branżowa, niby standardy rynkowe, niby grupa robocza SEM… Pic na wodę proszę Państwa. Mieliśmy przykład nabrania wody w usta przez IAB, pisaliśmy o tym we wpisie IAB Polska i precedens, którego nie było. Patrząc na listę członków IAB i praktyki rynkowe firm członkowskich, w zasadzie wysnuć można wniosek, że tak naprawdę póki płacisz składki, póty możesz się czuć bezpiecznie i szafować niebieskim logiem na swoich stronach. Zresztą, kto rzucałby kamieniem w organizujących comiesięczną, darmową popijawę, pudrowaną pseudo-merytorycznymi prezentacjami i sprzedawaną jako IAB Update? Ludzie, Wam na tym spędzie trzeba bar zamykać, bo się zachować nie umiecie nawet w czasie prezentacji!
  • Konferencje branżowe – oj, boli. Żadna renomowana konferencja nie potrafi przycisnąć występujących do nie sprzedawania autopromocyjnych, żenujących wystąpień. W temacie search marketingu oczywiście broń Boziu powiedzieć coś niepoprawnego politycznie o Google – przecież siedzą na widowni! A jak będziemy grzeczni, to nas zaproszą do takiego specjalnego kółka, gdzie dostaniemy nowe logo na strony i będziemy prezentować na temat Google rzeczy zatwierdzone przez Google.

Białe? Czarne? Myślące!

Zanim przedstawimy ideę Smart SEO (SEO bez kapelusza) przybliżmy problematykę Whitehat SEO i Blackhat SEO.

Kolory kapeluszy w SEO

Blackhat SEO to w popularnym rozumieniu termin określający praktyki ciemnej strony Mocy. Sposoby te mają na celu osiągnięcie wiodących pozycji w wyszukiwarkach w jak najkrótszym czasie. Oczywiście po drodze stosuje się wszystkie możliwe metody. Łamie się regulaminy wyszukiwarek, spamuje i ogólnie czyni zło.

White Hat SEO z kolei popularnie rozumie się jako tych dobrych. Biały kapelusz to grzeczni chłopcy i dziewczyny, dbający o jakość świadczonych usług i w ogóle dobro na świecie. Każdy Klient ma się z firmą whitehat SEO jak pączek w maśle.

Realia są oczywiście inne. Każdy (zwłaszcza w Polsce 🙂 ma swoje zdanie o wszystkim, więc według nas z tymi kapeluszami jest tak:

Blackhat SEO to skuteczne wykorzystywanie luk w kolejnym systemie rynkowym, jakim jest rynek wyszukiwarek. Jeśli dotrzymuje się reguł prawa (gdzie przez prawo rozumiemy ustawodawstwo danego kraju), praktyka jak najbardziej legalna. Przy okazji dochodowa, więc ciesząca się zainteresowaniem. Paradoksalnie, to właśnie blackhatowcy korzystają z pełni dostępnych narzędzi celem mierzenia ROI swoich przedsięwzięć. Już sam fakt dokładnego mierzenia daje im przewagę nad całą resztą pretendentów do udziału w zyskach z danego segmentu. Blackhatowcy myślą głównie o sobie, więc wynajmując ich do pracy należy wiedzieć jak oceniać proponowane działania.

Whitehat SEO inicjatywa marketingowa, zapoczątkowana przez kilka cwanych firm oraz, oczywiście, wyszukiwarki. Whitehatowe firmy grają politycznie, przypinając wszystkim innym łatkę „oni są źli, my jesteśmy dobrzy, bo mamy whitehat i certyfikat”. W prozaicznym celu – aby „kupili u nas”. Z kolorem kapelusza jest pełna zgodność – z jakością usługi jest już jak w kalejdoskopie. Ze strony wyszukiwarek natomiast przynosi to m.in. następujące korzyści:

  • darmowa siła robocza, płynąca z zaślepionych idealistów, wypełniających spam raporty
  • zamieszanie, które rozprasza firmy obecne na rynku – dzięki temu, zamiast manipulować wynikami, biją się pomiędzy sobą
  • sianie strachu i siłowe wprowadzanie nakazów, delikatnie marketowanych jako wskazówki, pozwala wyszukiwarkom skutecznie równać szereg i standaryzować formaty, w jakich publikowana jest twórczość autorów witryn – dzięki temu łatwiej ją wykorzystywać i na niej zarobić
    • dlaczego Google tak silnie angażuje się w prace nad HTML 5?
    • komu najbardziej pomagają mikroformaty?

(Wskazówki dla webmasterów, Kodeks etyczny dla webmasterów… widział ktoś kiedyś wskazówki albo kodeks dla wyszukiwarek? 🙂

Pies jest pogrzebany w tym, że nikt nie stara się patrzeć na search marketing z perspektywy przedsiębiorcy/właściciela witryny – co jemu się opłaci. Każdy ma w tym swój interes i chce przekonać większość do swoich racji.

Z braku lepszego określenia proponujemy ideę Smart SEO – bądź mądry! Nie daj się zwariować. Nie bądź pionkiem. Decyzja odnośnie tego, jaką drogą podążyć, powinna być Twoja. Podjęta na podstawie wielkości i rozciągłości czasowej projektu. Stwórz bilans korzyści i zagrożeń – na tej podstawie podejmuj decyzje.

Jeżeli opłaci Ci się korzystanie z taktyk które jadą po bandzie – wykorzystaj je. Pamiętaj, żadna wyszukiwarka nie ma wobec Ciebie skrupułów. Jeżeli budujesz markę i wieloletni biznes – zainwestuj w tradycyjne metody. Przypomnijmy analogię z wcześniejszego wpisu:

Wyobraź sobie, że Twoja witryna to Twoje oszczędności całego życia, a działania marketingowe to sposób na ich pomnożenie. White-hat to lokata bankowa – pewna, bezpieczna, ale z małym zyskiem. Black-hat to giełda papierów wartościowych. Najeżona pułapkami, dynamiczna, łatwo tam wszystko stracić. Ale zysk… z pewnością rozumiesz :). Teraz zastanów się – czy beż żadnej wiedzy i przygotowania będziesz ryzykować oszczędności całego życia na giełdzie? Nie sądzę. Z black-hat SEO jest podobnie – jeśli nie wiesz w czym rzecz, nie ładuj się w to.

Etyczne SEO

Etyka jest najbardziej nadużywanym aspektem search marketingu. Znów co organizacja to kodeks, co firma, to etyka i certyfikat. Tymczasem ta kwestia jest banalnie prosta: Etyczne SEO to pełne, rzeczowe zapoznanie Zleceniodawcy usługi SEO z korzyściami, zagrożeniami i konsekwencjami każdej omawianej taktyki pozyskiwania ruchu z wyszukiwarek.

Klienci laicy z premedytacją edukowani na Klientów kretynów

Firmie, która wpadła w łapy przeciętnego pozycjonera, nie da się sprzedać normalnej usługi. Nie da się, ponieważ człowiek reprezentujący Klienta, który był laikiem w temacie, zostaje urobiony bzdurnymi informacjami. Taka polityka – naród też trzeba ogłupić, żeby nie zadawał trudnych pytań. Jakie są tego efekty?

  • Firma A korzysta z usług pozycjonerskich firmy B. Kontaktując się z firmą A wskazujemy, że firma B robi ich w balona ponieważ pozostawia na ich witrynie ukryty link pozycjonerski z odpowiednim anchorem. Pan od IT firmy A wraca do nas z informacją, że firma B ich przeprosiła i w ogóle nie wiedziała jak to możliwe, że taki link się tam znalazł. To chyba jacyś starzy programiści zrobili. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie fakt, że odpowiednio spreparowane zapytanie, zawierające anchor z tego ukrytego linka, pokazuje w Google całą masę innych klientów firmy B. Całkiem dużo ci starzy programiści nabroili.

W takich przemielonych przez pozycjonerów Klientach dominuje przekonanie, że pozycja #1 to absolutna Nirwana tego, co można osiągnąć. Pokażcie nam proszę jedną firmę, której pozycja #1 płaci rachunki. We wszystkich biznesach jakie do tej pory spotykaliśmy było tak, że pozycja #1 oznaczała koszt z tytułu przyciąganego ruchu!

Nawet na portalach, które żyją z ilości odsłon, pieniądze pojawiają się dopiero w momencie, kiedy podpisze się deal reklamowy. Tym bardziej więc na witrynach mniejszych firm, nastawionych na sprzedaż konkretnych usług i produktów, sama pozycja #1 pieniędzy nie wygeneruje.

Ale jakież to jest na rękę pozycjonerom, mamiącym Klientów idiotycznymi obietnicami u nas się płaci tylko za efekt – jaki efekt? Pozycja to żaden efekt!

To tak, jakby pojechać z przebitą oponą do wulkanizatora – ten oponę załata, ale odda Ci osobno i oponę i felgę. Płać za efekt – przecież opona już nie jest dziurawa.

Swoją cegiełkę do ogłupiania rynku dokłada także Google. Przykładem niech będzie ich darmowe pozycjonowanie albo szumnie wydany zestaw edukacyjny AdWords, następnie cichaczem skasowany. Podobnie wsparcie polskiego AdWords – legendarne. Osoby, które nie mają z tym doświadczenia – nie uwierzą, a te, które mają – doskonale wiedzą. Ktoś o tym napisze? Ktoś to powie na konferencji? Nie, przecież siedzą na widowni.

Jak wygląda prawdziwe SEO?

Jeszcze raz odwołamy się do opisu Randa Fishkina, który cytowaliśmy we wspomnianym już wpisie:

SEO to kombinacja taktyk i strategii, które zawierają między innymi

  • optymalizację architektury informacji
  • usability
  • zachowanie ścisłości publikowanych treści
  • targetowanie odbiorców
  • design
  • keyword research
  • keyword placement
  • budowanie linków przychodzących
  • marketing w social media

i inne działania brandingowo/marketingowe, które wpierają cel osiągania większej ilości ruchu z wyszukiwarek internetowych.

Nawet największy optymista nie jest w stanie powiedzieć, że to jest zakres działań oferowanych przez polskich pozycjonerów. Zresztą świetnie widać to na wspomnianym wcześniej PiO – wystarczy rzut oka na natężenie dyskusji w poszczególnych działach forum aby zobaczyć, co pozycjonerom leży na sercu.

Na ładnym cytacie rzecz się nie kończy. SEO nie ma szans powodzenia bez zaangażowania i współpracy Klienta. Nie ma drogi na skróty. Przedsiębiorstwa oczekujące cudów i świętego spokoju same proszą się o SEO naciągacza. A te, którym nie zależy na własnej świadomości w temacie – cóż, w zasadzie zasługują na taki los.

Pozycjonujesz czy optymalizujesz?

Zastanówmy się:

  • jakie decyzje podejmowałyby firmy odnośnie search marketingu, gdyby odpowiedzialne ze nie osoby znały obie strony medalu?
  • jak wyglądałby rynek SEM gdyby nie męczące go patologie i zawiść?
  • ile czasu potrzeba, abyśmy dociągnęli internetowym poziomem chociażby do Czechów? (nie, nie pod względem wielkości budżetów)
Jaka jest różnica między SEO a pozycjonowaniem?
Rating: 5 2
Print Friendly, PDF & Email